Projekt Viper

Prąd wkracza do narciarstwa

Przed laty uśmiech u wielu wywoływały rowery elektryczne, gdy pojawiły się modele górskie, szydercy mieli kolejny powód do żartów. Dziś po kilku zaledwie latach górale ze wspomaganiem znajdują się w ofercie wszystkich wypożyczalni w górskich kurortach.

Nie ma już górskich schronisk osiągalnych dla rowerzystów bez stacji ładowania, ba stacje ładowania można znaleźć w przysłowiowym szczerym polu, przykładem niech będzie słowacki ośrodek Bachledka Ski and Sun, który już kilka lat temu wybudował kilka stacji ładowania zasilanych energią słoneczną.

Czy elektryczne nartyy z podobną dynamiką zawładną wyprawami po górach i leśnych ścieżkach na nartach? Pewnie tak, ciężkie jeszcze akumulatory zastąpią nowe, lżejsze i o jeszcze większej autonomii. Będzie podobnie jak z ebikami, w górach, na trudnych podejściach pojawią się ludzie, których nie powinno tam być.

Nie posądź mnie drogi czytelniku o niechęć do elektryków, jestem jak najbardziej za, wycieczki na elektrykach to zawsze jest jakaś forma ruchu, kontakt z przyrodą, wysiłek fizyczny czy oderwanie od codziennej rutyny sprowadzającej się do jazdy samochodem, siedzeniu przy biurku i wieczornego wypoczynku przy winie przed telewizorem lub z książką w ręku, tu znów nie posądzaj mnie, sam uwielbiam dobre wino, filmy, a szczególnie dobrą książkę.

Problem nie leży w samych elektrykach, problem tkwi w głowach użytkowników, tych wspomaganych prądem sprzętów. Wspomaganie daje iluzoryczną swobodę, pojadę dalej, podjadę pod najstromszą górę, dam jej radę. Tyle że z tej góry trzeba później zjechać, uwierz, w terenie jest to często trudniejsze od podjazdu. Już łapiesz, do czego zmierzam, jaka konkluzja mi się układa w głowie?

Tak, obawiam się, że takie elektryczne narty będą miały swoje ofiary, ktoś się wybierze w teren, w który samodzielnie bez wspomagania nigdy by się nie odważył pójść, komuś braknie prądu…

Wszystko jest dla ludzi, ludzi myślących.

Wracając do tematu elektrycznych nart, to pomysł jest dość prosty, z tyłu doczepiony napęd gąsienicowy zasilany jest z zamontowany przed przodem wiązania baterii. Waga pełnego zestawu, na dwie narty oczywiście, to bagatela 4000 $. W przedsprzedaży trochę tanie, bo zaledwie 3000 $. Podane ceny obowiązywały przed rozpoczęciem przez amerykańską administrację wojen celnych z całym prawie światem. Baterie wystarczają na około 20 km.

Zaprezentowane na filmie narty służą, na razie do przemieszczania się po leśnych duktach i zastępują raczej skuter śnieżny niż skitoury, lecz trwają już prace w kilku startupach nad wspomaganiem dla skitourowców.

Autor