• Home
  • /
  • Na poważnie
  • /
  • Polacy odkrywają „nowe Czechy”. Morawy i Śląsk coraz bliżej, choć przecież tuż za miedzą

Polacy odkrywają „nowe Czechy”. Morawy i Śląsk coraz bliżej, choć przecież tuż za miedzą

Nie trzeba lecieć na drugi koniec Europy, żeby poczuć, że człowiek gdzieś wyjechał. Czasem wystarczy przejechać granicę, zamówić knedliki, spojrzeć na znajome góry z nieco innej strony i odkryć, że Czechy wcale nie kończą się na Pradze, Karlowych Warach i zatłoczonym szlaku na Śnieżkę.

Polacy coraz chętniej zaglądają do kraju morawsko-śląskiego. I trudno się dziwić. Ostrawa, czeskie Beskidy, Zaolzie, Śląsk Opawski czy Jesioniki są blisko, zwykle łatwo do nich dojechać, a przy tym potrafią zaskoczyć bardziej niż niejeden „modny” kierunek sprzedawany w folderze z palmą na okładce.

W pierwszej połowie 2026 roku Polacy skorzystali w regionie morawsko-śląskim z 55 938 noclegów. Rok wcześniej było ich 40 005. To wzrost aż o 39,8 procent. Nie jest to już pojedynczy wyskok ani efekt jednego długiego weekendu. Wygląda na to, że zaczynamy dostrzegać, iż za południową granicą czeka nie tylko piwo, smażony ser i droga tranzytowa do Chorwacji.

Zamek w Ostrawie na zalesionym wzgórzu

Foto-MSK Ostrava Zamek Hukvaldy

Ostrawa nie tylko na koncert

Największy przyrost liczbowy odnotowała Ostrawa: w pierwszym półroczu 2026 roku polscy turyści zrealizowali tam o 5438 noclegów więcej niż rok wcześniej. To wzrost o 34 procent.

I dobrze. Ostrawa od dawna zasługuje na to, by przestać być traktowana wyłącznie jako miasto, przez które się przejeżdża. Industrialne zabytki, Dolní Vítkovice, koncerty, wydarzenia, galerie, restauracje, czeskie bary i coraz lepsza oferta na weekend sprawiają, że można tam spędzić dwa lub trzy dni bez nerwowego zastanawiania się: „No dobrze, ale co teraz?”.

To miasto ma swoją twarz. Nie udaje Pragi, nie próbuje być na siłę eleganckie ani pocztówkowe. Jest trochę surowe, trochę przemysłowe, trochę śląskie, a przy tym coraz bardziej otwarte na ludzi, którzy chcą dobrze zjeść, posłuchać muzyki, zobaczyć coś nieoczywistego i wrócić do domu z wrażeniem, że weekend naprawdę był weekendem.

W tym roku Ostrawa promuje się w Polsce hasłem „Bo po co dalej?”. Trudno o lepsze pytanie. Zwłaszcza kiedy do wielu miejsc regionu można dojechać szybciej niż do Zakopanego w piątkowe popołudnie.

Ratusz w Ostrawie Foto MSK

Beskidy, Zaolzie i Jesioniki

Największy procentowy wzrost zanotował Śląsk Opawski – aż o 54 procent. To ciekawy kierunek dla tych, którzy lubią miejsca spokojniejsze, nieprzepełnione wycieczkami i trochę niedoceniane. A przecież są tam miasteczka z historią, pagórki, lasy, trasy rowerowe i ta charakterystyczna czeska umiejętność niespiesznego spędzania czasu.

Czeskie Beskidy zwiększyły liczbę noclegów polskich gości o 49 procent. Góry teoretycznie dobrze znane, bo przecież po polskiej stronie Beskidów niejeden z nas zadeptał już szlaki. Ale za granicą czeka inny rytm: mniej nerwowego wyprzedzania na podejściu, więcej schroniskowego spokoju, czeska kuchnia, wellness i porządne możliwości dla piechurów oraz rowerzystów.

Jeszcze lepiej wygląda Zaolzie, czyli czeska część Śląska Cieszyńskiego. Wzrost o 48 procent nie powinien dziwić nikogo, kto choć raz pojechał do Czeskiego Cieszyna, Karwiny albo w okolice Trzyńca. To kierunek na jednodniowy wypad, weekend albo spokojne włóczenie się po miejscach, gdzie granica przez lata dzieliła mapę, ale nie zawsze ludzi, język i pamięć.

Dla tych, którzy lubią góry trochę wyższe, bardziej dzikie i mniej „instagramowo obowiązkowe”, są Wschodnie Jesioniki. Tam liczba polskich noclegów wzrosła o 35 procent. Są szlaki, rowery, narty, termy, wellness i przestrzeń. Czyli wszystko to, czego człowiek szuka, gdy po tygodniu pracy ma już dość nawet dźwięku powiadomień w telefonie.

Nie wszystko już odkryte

Jest też jeszcze sporo miejsc, które czekają na swoje pięć minut. Przykładem może być Dolina Odry, czyli Poodří. W pierwszej połowie 2026 roku odwiedziło ją 639 polskich gości – niemal tyle samo co rok wcześniej. Niewiele? Być może. Ale dla tych, którzy szukają ciszy, natury, roweru, obserwacji ptaków i odpoczynku bez kolejki do atrakcji, może to być właśnie zaleta.

Nie każdy wyjazd musi kończyć się zdjęciem pod najbardziej znanym punktem widokowym. Czasem dobrze pojechać tam, gdzie nikt nie ustawia się w kolejce do robienia tego samego kadru.

Czechy tuż za granicą

Morawy i czeski Śląsk coraz wyraźniej pokazują, że są świetnym pomysłem na krótki wyjazd z Górnego Śląska. Blisko, bez lotniskowego stresu, bez wielogodzinnego siedzenia w samochodzie i bez konieczności brania tygodnia urlopu.

Można pojechać do Ostrawy na koncert i kolację. Można ruszyć w czeskie Beskidy na piechotę albo rowerem. Można zajrzeć na Zaolzie, gdzie historia nadal żyje w nazwach, języku i rodzinnych opowieściach. Można też znaleźć swój kawałek Jesioników i przypomnieć sobie, że góry nie muszą oznaczać tłumu, paragonów grozy i walki o miejsce parkingowe.

Czesi mają blisko. My też mamy blisko. Wystarczy przestać patrzeć na granicę jak na koniec świata.

Autor