• Home
  • /
  • Na nartach
  • /
  • Chińskie narty, chińskie deski, chiński śnieg. Na stoku robi się tłoczno
Chiny wkraczają na stoki narciarskie

Chińskie narty, chińskie deski, chiński śnieg. Na stoku robi się tłoczno

Jeszcze niedawno zimowy sprzęt kojarzył się głównie z Europą i Ameryką. Dziś jednak Chiny coraz śmielej wchodzą na rynek sportów zimowych i chcą ugrać coś więcej niż tylko rolę wielkiej fabryki dla cudzych marek.

Pekin od lat wspiera rozwój „gospodarki śniegu i lodu”, a cel 300 milionów osób uprawiających sporty zimowe został osiągnięty w 2023 roku, wcześniej niż zakładano. Skoro więc narciarzy i snowboardzistów przybyło, to szybko pojawili się też rodzimi producenci, którzy chcą ich wyposażyć od stóp do głów — a nawet zasypać stok własnym śniegiem.

Trzy marki, które warto zapamiętać

W świecie branży zimowej pojawiają się trzy nazwy, które dobrze pokazują kierunek zmian. Carving Ski z Pekinu produkuje armatki śnieżne, Lidakis rozwija snowboardy, a Qianmao Xuelong działa w segmencie nart, butów i wiązań narciarskich.

Carving Ski chwali się przede wszystkim ceną. Ich armata śnieżna ma kosztować około jedną trzecią mniej niż urządzenia zachodnich producentów, takich jak południowo tyrolski TechnoAlpin, co dla stacji narciarskich brzmi mniej więcej tak, jak dla Polaka hasło „ta sama jakość, ale taniej”.

Lidakis stawia z kolei na rynek masowy. Firma celuje w początkujących oraz dzieci, sprzedaje lekkie deski snowboardowe i korzysta z tego, że nie każdy chce od razu wydawać fortunę na sprzęt, zanim nauczy się nie siadać na stoku co trzeci skręt.

Qianmao Xuelong długo był kojarzony głównie z tańszymi butami i wiązaniami, ale coraz mocniej patrzy w stronę sprzętu bardziej zaawansowanego. Firma dostarczała narty dla chińskiej kadry akrobatycznej, a według chińskich źródeł jej produkty są obecne w dużej części chińskich ośrodków narciarskich.

Taniej, szybciej, po swojemu

Największy atut chińskich firm jest dość prosty: lokalna produkcja i niższe koszty. Dzięki temu Carving Ski może oferować armatki śnieżne wyraźnie tańsze od zachodnich odpowiedników, a Lidakis i Qianmao Xuelong próbują przekonać klientów, że sensowny sprzęt nie musi od razu kosztować tyle, co używany samochód z ogłoszenia.

Do tego dochodzi wsparcie państwa. AFP podawało, że firmy takie jak Carving i Lidakis korzystają z finansowania badań oraz subsydiowanych czynszów, więc nie startują z pozycji samotnego majsterkowicza w garażu, tylko z całkiem solidnym zapleczem.

Zachód nadal trzyma klasę premium

Mimo tego rozpędu segment premium nadal należy głównie do marek zachodnich. Sam Li Zhibo z Qianmao Xuelong przyznawał, że chińskie narty i snowboardy nie osiągnęły jeszcze poziomu najlepszych międzynarodowych konkurentów, bo trudno nadrobić w kilka lat doświadczenie budowane przez całe dekady.

To zresztą widać także w sporcie wyczynowym. Chińscy mistrzowie i mistrzynie nadal często wybierają sprzęt zagranicznych firm, co pokazuje, że ambicja jest wielka, ale do pełnego zaufania zawodowców jeszcze trochę brakuje.

Na razie Chiny celują przede wszystkim u siebie

Najważniejszy front tej walki to dziś rynek wewnętrzny. Chodzi o to, by chińskie stacje, sklepy i klienci coraz częściej wybierali krajowe marki zamiast importowanych, a dopiero potem szerzej ruszyć z eksportem.

Pierwsze próby już są: Lidakis sprzedaje swoje deski m.in. do Kazachstanu, Korei Południowej i Iranu, a Carving Ski eksportuje armatki śnieżne do Rosji. Krótko mówiąc: to już nie jest rozgrzewka na oślej łączce, tylko całkiem konkretny zjazd w stronę większego rynku.

Autor